Historia Mikolaja
Wolontariusze i przyjaciele Mikolaja
Sponsorzy i darczyncy Mikolaja
Sukcesy male, srednie i wielkie...
Prace plastyczne Mikolaja
Cos dla rodzicow chorych dzieci

Jeden dzien z zycia Mikolaja

Dopisz sie do Ksiegi Gosci

Wyslij do nas e-mail

Blog, nie blog...

Jak możesz pomóc

English

 

Tekst artykułu z "Dziennika Łódzkiego" z dnia 04 kwietnia 2000 roku

Lekarze dawali mu tylko 20 procent szans na przeżycie

Uśmiech Mikołaja

 

Jego pokój jest inny niż większo-
ści pięciolatków. Zamiast pólek z za-
bawkami na ścianach wiszą plansze
z wypisanymi zestawami ćwiczeń. Na
jednej z nich wypisane są imiona
„Przyjaciół Mikołaja", czyli wolonta-
riuszy, pomagających mu w rehabili-
tacji: cztery Magdy, dwie Justyny, Ba-
sia, Dominika, babcia, ciocia Krysia,
Gabrysia, dwie Agnieszki, Ania, Ka-
mila, Dorota, Agata.
Dziś ćwiczy z Mikołajem Agniesz-
ka Cichowicz. Wspólnie z jego ma-
mą robią z nim ćwiczenie „Rośnie-
my". Polega ono na „rozciąganiu"
kręgosłupa chłopca. Agnieszka łapie
rączki chłopca w pachwinach, cią-
gnie je do siebie, mama ciągnie
w swoją stronę za nogi. Trwa to trzy
minuty. Mikołaj cały czas się uśmie-
cha. Potem ćwiczenie „łaskotanie".
Ciało Mikołaja pocierane jest elek-
tryczną szczotką. To musi być fraj-
dą, bo znów buzia w pełnym uśmie-
chu.
Ćwiczeń jest kilkanaście. Jedna
„sesja" to półtorej godziny. Mikołaj
ma przeważnie dwie sesje dziennie.
- Na szczęście, nasz syn bardzo lu-
bi te ćwiczenia - mówią rodzice.

Przeczucie

„Wybraliśmy mu imię, trochę car- 
skie, nietypowe w naszej rodzinie.
Miał przyjść na świat jak miliony in-
nych dzieci. Cieszyliśmy się z tego,
że Natalia będzie miała z kim się ba-
wić" - napisał tata chłopca, Piotr
Bendkowski w „Krótkiej historii Mi-
kołaja", którą możemy przeczytać
w łnternecie.
W szóstym miesiącu ciąży Elżbie-
ta, żona pana Piotra, poczuła się źle.
- Nic mi konkretnie nie dolegało -
opowiada pani Ela. - Nie odczuwa-
łam żadnego bólu, nie puchły mi no-
gi, ale miałam złe samopoczucie. Mo-
że to było przeczucie?
Lekarz ze Zduńskiej Woli zbadał ją
i stwierdził, że wszystko jest w po-
rządku. Ale panią Elżbietę nie opu-
ścił niepokój. Była już w ósmym mie-
siącu ciąży, kiedy zaopiekowali się
nią lekarze z sieradzkiego szpitala.
Szybko podjęli decyzję, że pacjentka
musi znaleźć się w specjalistycznym
szpitalu. Najbliżej było do CZMP
w Łodzi.
- Kiedy następnego dnia po prze-
wiezieniu żony do „Matki Polki", po-
jechałem do niej w odwiedziny, do-
wiedziałem się, że zostałem już ta-
tą - opowiada Piotr Bendkowski.
- Niestety, nasz synek był w kry-
tycznym stanie. Lekarz dawał mu
tylko dwadzieścia procent szansy
na przeżycie. Syn ważył zaledwie
960 gramów, nie oddychał samo-
dzielnie, nie miał wykształconego  odruchu ssania, do tego przypląta-
ła się infekcja bakteryjna i wiruso-
wa. Jego rozwój zatrzymał się na
piątym miesiącu.

Trzeba mu dać
więcej czasu...

Dramatyczna walka o życie Miko-
łaja trwała sześć tygodni. Potem by-
ła jeszcze operacja przepukliny.
Wreszcie, po trzech miesiącach ro-
dzice zabrali Mikołaja do domu.

- Nikt w szpitalu nie powiedział
nam, jakie mogą być konsekwencje
przedwczesnych urodzin Mikołaja
dla jego zdrowia - mówią rodzice.
- A my byliśmy szczęśliwi, że mały
przeżył.

W domu prawie cały czas płakał.
Rodzice czuli, że syn nie miał z nimi
kontaktu. Tak jakby mu było wszyst-
ko jedno, czy zostaje z mamą, czy
kimś obcym. Mijały miesiące, a chło-
piec nie próbował siadać, ani racz-
kować. Lekarze uspokajali: „Jest
wcześniakiem, trzeba mu dać więcej
czasu".

Chodzili od lekarza do lekarza.
Kiedy Mikołaj miał dwa lata, posta-
wiono diagnozę: dziecięce poraże-
nie mózgowe.

- Pewien łódzki neurolog dziecię-
cy, profesor, powiedział nam wprost:

„Z niego już nic nie będzie, cieszcie
się tym drugim dzieckiem, które ma-
cie"... - wspomina Piotr Bendkow-
ski.

Nikomu na świecie nie uwierzyli-
by, że z Mikołaja „nic nie będzie".
Wiedzieli przecież, że dzieci z pora-
żeniem można rehabilitować. Tylko
jak i gdzie? Zaczęli rozpytywać po
znajomych. Próbowali różnych me-
tod. Ale Mikołaj miał już cztery lata
i nie siadał, nie chodził, nie mówił.

Nauka czytania

 

Mikołaj ćwiczy pełzanie. Pomaga-
ją mu Agnieszka, mama i tata. Mama
porusza jego rękami, Agnieszka no-
gami, tata głową. Te ruchy przypo-
minają pełzanie. Mikołaj pełza, tyle
że w miejscu. Potem tata kładzie go
na brzuchu na pochylni. To samo Mi-
kołaj wykona teraz samodzielnie. Po-
chylnia mu w tym pomoże, bo ciało
chłopca niemal samo ześlizguje się
w dół. Ale niezupełnie, Mikołaj mu-
si sam trochę nad tym popracować.
- Chodź, Mikołaj - zachęca go „na dole" mama. Ale chłopiec jest zbyt
zaaferowany naszą wizytą i... bły-
skiem flesza.
Potem króciutki kurs nauki czyta-
nia. Agnieszka pokazuje Mikołajowi
plansze z wypisanymi słowami: „sza-
fa", „zegar", kubek". Za każdym ra-
zem wymawia te słowa. Mikołaj ma
skojarzyć dźwięk ze znakiem graficz-
nym zapisu słowa. To trudne, ale tre-
ning daje dobre rezultaty.
- Te ćwiczenia nie tylko uspraw-
niają ciało Mikołaja, ale przybliżają
cały świat doznań, jakie mają dzieci
w jego wieku - mówią rodzice.

Daj szansę

O Instytucie Fundacji „Daj szansę"
w Toruniu, stosującym w Polsce me-
todę rehabilitacji amerykańskiego le-
karza Glenna Domana, pani Elżbieta
dowiedziała się przypadkiem. W Pol-
sce „zaadaptował" ją po przeszkole-
niu w Stanach toruński lekarz, które-
go córka też cierpi na porażenie. Po
dziesięciu latach intensywnej rehabi-
litacji, dziewczynka, która w wieku
trzech lat poruszała tylko ręką i nie
mówiła, a teraz, choć nie jest w peł-
ni sprawna, uczy się w normalnej
szkole. Metodę tę stosuje się też
w przypadku dzieci z zespołem Do-
wna i dotkniętych autyzmem.

- W Toruniu po raz pierwszy spo-
tkaliśmy lekarzy, którzy nie dołowa-
li nas wyliczaniem tego, czego Miko-
łaj nie potrafi, ale wypunktowali to,
z czym sobie radzi dobrze - mówi oj-
ciec. - Mikołaj dobrze słyszy, nie ma
przykurczy - na tym bazowano, usta-
lając mu zestaw ćwiczeń.

Mikołaj powinien odbyć trzy tury pół-
toragodzinnych ćwiczeń. Ale rodzi-
com brakuje wolontariuszy do pomo-
cy. Starcza ich tylko na dwie tury.
Przy każdym ćwiczeniu muszą asy-
stować przynajmniej dwie, a nieraz
trzy osoby.

- To musi być dużo osób, żeby nie
zamęczyć wolontariuszy pracą - mó-
wi pani Elżbieta. - Początkowo pró-
bowałam sama ze szwagierką. Po ty-
godniu byłyśmy wykończone.

Pan Piotr, nauczyciel w Zespole
Szkól Rolniczych w Sędziejowicach,
zwrócił się z apelem o pomoc do dy-
rekcji zduńskowolskich szkół ponad-
podstawowych. Pomoc przyszła tyl-
ko z jednej: z LO im. Kazimierza Wiel-
kiego.

- Początkowo bałam się, żeby pod-
czas tych ćwiczeń nie zrobić krzyw-
dy Mikołajowi, ale jak widzę, że on
się tak fajnie uśmiecha, to aż się chce
przychodzić - mówi Agnieszka Ci-
chowicz, uczennica II klasy LO.

- Widać postępy w rehabilitacji:

poprawia się sprawność ruchowa
chłopca - zauważa Dominika Kurow-
ska, pedagog specjalny z SP nr 6
w Zduńskiej Woli, też wolontariuszka.

Do zrealizowania pełnego progra-
mu rehabilitacji Mikołaja potrzeba
jeszcze przynajmniej piętnastu wo-
lontariuszy.

W „Krótkiej historii Mikołaja" tata
napisał: „Mikołaj daje nam bardzo
wiele radości. Marzy nam się, że kie-
dyś usiądzie, coś nam powie albo
da jakiś znak..."

JOANNA LESZCZYŃSKA

Fot. PAWEŁ NOWAK

Jeśli ktoś chciałby pomóc państwu Bendkowskim, podajemy telefon: (043) 824-25-34 lub (0602) 49-48-54